Clark przybył

Clark przybył do mnie przed pół rokiem, może nieco wcześniej. Szukał jakiegokolwiek zatrudnienia. Zlitowałem się nad nim i przyjąłem. Pytasz, co to za człowiek? Bardzo przeciętny, niczym się nie wyróżnia. Obsługuje gości, jak umie, stara się. Jedno, co mam mu do zarzucenia: zbytni pociąg do wódki i do kart. Stłumiłem uśmiech. Z tego, co mi Karol opowiadał, Derek Carty sam był karciarzem! No, ale mógł się zmienić. - Więc Clark jest kelnerem - stwierdził mój przyjaciel. - Czy znajdował się na sali, kiedyśmy przybyli? - Nie. Nie ma go od dwu dni. - Co to znaczy? - Prosił o trzydniowy urlop, chciał odwiedzić ciotkę. Podobno mieszka w okolicy. Powinien jutro wrócić, a jak nie wróci, płakać po nim nie będę. O mało nie podskoczyłem na krześle na taką wiadomość. Czyżby Clark pojechał do Goodyear? Mimo że obiecywał zjawić się dopiero za dwa tygodnie? Karol musiał rozumować podobnie, bo powiedział do karczmarza: - Jeśli jutro Clark się nie zjawi, opuszczamy La Junta. - Cóż to za dowcip? - zaniepokoił się Carty.

Przybywa Clark .