Żółte światło
Mżyła dokoła żółtym światłem. Czegóż nam więcej było potrzeba? - Karolu - zagadnąłem - co ci Carty naszeptał tam w kącie? - Prosił, abym raczej nie opowiadał o naszych spotkaniach w Czarnych Górach, do czego się zastosowałem. Przypuszczam, że naplótł swej żonie o różnych przygodach, które nigdy się nie wydarzyły, i lękał się, że mimo woli zdemaskuję jego kłamstwa. Szybko znalazłem się pod pledami, na miękim materacu, z głową na poduszce. Karol dmuchnął w klosz lampy, ogarnęła nas ciemność, a po niej - sen. Nadeszła więc teraz odpowiednia pora wyjaśnić, w jaki sposób doszło do znajomości, a nawet zażyłości między Karolem a Berkiem Carty. Stara to historia, lecz przez to wcale nie mniej interesująca. Zaczęła się na gdzieś koło roku 1874, żeby głębiej nie sięgać w przeszłość. Wówczas Karol Gordon pracował na farmie Jamesa Bootha, piętnaście mil od Chicago. Był kowbojem, raczej nietypowym kowbojem, jako że podówczas olbrzymia większość ludzi tego zawodu nie umiała ani czytać, ani tym bardziej pisać.
torby ekologiczne święta białka zakładanie ogrodów poznań Przybywa Clark .